W niedzielę 6 października wybrałem się na moje trzecie wydanie „Biegnij Warszawo”, czyli 10-kilometrowy bieg po centrum Warszawy. Tym razem moja lepsza połowa wraz z dziećmi wybrała się też na „Maszeruję Kibicuję” – 5-kilometrowy marsz towarzyszący głównemu biegowi.
Organizator zachęcał do korzystania z komunikacji miejskiej i, z tego co widzieliśmy, sporo osób tak zrobiło. Ciekawostką były osoby które na bieg przyjechały na … rowerach z wypożyczalni Veturilo :-). W sumie niezła rozgrzewka. My, podobnie jak w zeszłych latach, tak i teraz z rodziną przyjechaliśmy samochodem – 5 osób, dwójka dzieci i duży wózek rowerowy łatwo komunikacją się nie zabiorą… Widząc już z daleka że samochody mają trudności ze znalezieniem wolnego miejsca zaparkowaliśmy trochę wcześniej i podeszliśmy sobie spacerem w okolicę startu. Niestety, idąc wzdłuż ulicy widzieliśmy naprawdę sporo samochodów zaparkowanych niezgodnie z przepisami, niszcząc trawę:
Przykra konkluzja jest taka że środowisko biegaczy, które traktowałem jako społeczność osób o trochę wyższej inteligencji, ma w swoich szeregach takich samych „polsatowców” jak średnia krajowa. Smutne jest tylko to, że osoby które zaraz mają przebiec 10 km nie są w stanie wcześniej przejść 200 metrów więcej i zaparkować samochód zgodnie z przepisami i zdrowym rozsądkiem. No cóż…
Później było już fajnie: świetna pogoda (jak na ostatnie tygodnie), rozgrzewka i na start. Mnóstwo ludzi, wszyscy z „bananami” na twarzach – rewelacja.
Start, jak zwykle, w dużym tłoku. Mimo że byłem w połowie kolumny to wszyscy bardzo powoli ruszali. Do skrętu w Chełmską i potem w Sobieskiego było ciężko – ludzie się przepychali i potrącali innych. Stawka się dopiero ustawiła po podbiegu Spacerową – kto nie miał siły ten został w tyle, potem już było luźniej.
Na mecie tłok – mimo zaleceń spikera żeby tego nie robić, osoby przekraczające metę zatrzymują się, odpoczywają, czekają na znajomych – wszystko to powoduje tłok i blokuje miejsce dla kolejnych osób… Ja szybko odebrałem medal i rację wody i uciekłem na bok.
Jakie wrażenia? W mojej opinii bardzo dobre. Miło jest spotkać na raz tyle samo wariatów, którym chce się biegać dla przyjemności. W czasie normalnych „miejskich” treningów mijam 3-5 osób, więc to co widać na biegach masowych budzi optymizm.
Sama impreza jest w zasadzie dobrze zorganizowana, jednak widać że ogrom zainteresowania przerasta nieco organizatorów. Widoczne problemy to:
- brak sektorów startowych które rozdzieliłyby lepszych zawodników od tych zupełnie początkujących,
- za mało toalet przy starcie – sam nie doświadczyłem ale było ich naprawdę mało a kolejki ogromne,
- zbyt wąska ulica do startu i część ulic do biegania, zbyt mało miejsca na mecie.
Do tego wszystkiego doszedł przykry incydent ze śmiercią przy mecie jednego z zawodników. Sprawa jest dyskusyjna i już na forach zaczęły pojawiać się skrajne i głupie komentarze. Moje obserwacje były następujące: z jednej strony na trasie biegu było widać systematycznie i często rozstawionych ratowników medycznych – na prawdę wyglądało to profesjonalnie. Jednak z drugiej strony ścisk na mecie był tak duży że mogę uwierzyć że karetka miała problem z dojazdem.
Reasumując: super impreza i świetny klimat a 100 zł to sporo ale warto je wydać żeby pobiegać po centrum Warszawy. Jednak organizatorzy mają wiele do poprawienia w przyszłej edycji…