Mazury pod żaglami z dziećmi – edycja 2014

Wróciliśmy z kolejnej edycji „mazurskie żagle z dziećmi” (opis zeszłorocznej). Mimo że dzieci o rok starsze, a rodzice bardziej doświadczeni, to jednak łatwiej nie było… Mimo to wierzymy, że trud w edukacje „marynistyczną” potomstwa kiedyś zaprocentuje :-).

Rodzinne żeglowanie

Rodzinne żeglowanie

Wybór terminu w sierpniu zamiast w czerwcu (jak poprzednio) zaprocentował wysokimi temperaturami i doskonałą pogodą. Dzięki temu że był to szczyt sezonu, to wszystko było otwarte, wszędzie było pełno dzieci, w marinach niemal codziennie były szanty i inne atrakcje. Mimo że baliśmy się tłoku na szlakach i w portach, to nie zaobserwowaliśmy tej uciążliwości. Może dlatego że wcześnie przypływaliśmy do portów, w których jeszcze było dużo wolnych miejsc.


Jacht Phobos 24

Jacht Phobos 24 ze stoczni Dalpol

Jacht Phobos 24 ze stoczni Dalpol

Planując tegoroczną wyprawę zdecydowaliśmy się na mniejszy jacht Phobos 24 ale za to nowszy – dzięki ofercie firmy czarterowej producenta pływaliśmy na nowym egzemplarzu. Odczucia były bardzo pozytywne chociaż nie obeszło się bez drobnych wpadek: wydana nam łódka miała niewysprzątaną lodówkę po poprzednich właścicielach oraz, jak się okazało następnego dnia po wypłynięciu, uszkodzony kabestan (ten używany do podnoszenia masztu). Jednak bosman przyjechał następnego dnia z samego rana i bardzo sprawnie naprawił kabestan oraz uzupełnił ubytek oleju w silniku (zresztą bardzo dobrym Mercury 4 KM).

Ponadto jacht miał jeszcze kilka drobnych niedoróbek:

  • brak kieszeni na fały w kokpicie sprawiał trudności w utrzymaniu porządku,
  • pod schodami nie było mocowań na sztorcklapę, przez co w czasie przechyłów latała niemiłosiernie i rysowała podłogę jachtu,
  • lampki ledowe nie miały trybu świecenia innego niż „na maksa” przez co oślepiały w czasie prac „nocnych”.

Ponadto oryginalne umiejscowienie lodówki na części tylnej koi sprawiało że było tam naprawdę wąsko – ale to już raczej specyfika takiego małego jachtu.

Reasumując, byliśmy z jachtu zadowoleni – to dla czterech osób bardzo rozsądny kompromis pomiędzy łatwością prowadzenia małej jednostki a wygodą udogodnień takich jak lodówka, czy zamykana kabina z chemicznym WC.

Znalezienie takiego kompromisu wbrew pozorom nie jest proste, ponieważ gdybym decydował ja, to kierując się przyjemnością żeglowania wybrałbym mniejszego i bardziej sportowego Phobosa 22, natomiast moja małżonka kierując się wygodą mieszkania wybrałaby większego, a przede wszystkim wyższego Phobosa 25

Trasa

Trasa rejsu

Trasa rejsu

Podobnie jak w zeszłym roku rejs rozpoczęliśmy z okolic Giżycka i wybraliśmy się na północ Wielkich Jezior Mazurskich. Podobnie jak w zeszłym roku, pływaliśmy po 2-3h dziennie, tylko jednego dnia gdy była flauta, pływaliśmy ponad 4 robiąc obiad na wodzie. Wiatry były słabe, tylko w czwartek wiało mocno (ponad 5B) ale dzięki precyzyjnym prognozom z meteo.pl przeczekaliśmy najsilniejszy wiatr w Węgorzewie. Korzystając z przerwy w żeglowaniu udaliśmy się na spacer nad Mamry żeby podziwiać z nadbrzeża śmiałków którzy wtedy pływali.

Jezioro Mamry

Jezioro Mamry

Jezioro Mamry

Jezioro Mamry

Jezioro Mamry

Jezioro Mamry

Wypłynęliśmy dopiero o 16:30, gdy wiedzieliśmy już że wiatr będzie słabnąć. Mimo że byliśmy zarefowani do połowy powierzchni żagli, to trasę do Sztynortu zrobiliśmy w niewiele ponad dwie godziny (z przechodzeniem pod mostem).

Kontynuując wątek przyjazności mazurskich marin dla dzieci poniżej zamieszczam opisy miejsc które odwiedziliśmy.


Sztynort

W tym roku byliśmy bardzo zadowoleni z pobytu w sztynorckim porcie, który odwiedziliśmy dwa razy. „Ciche” pomosty były naprawdę ciche i spokojne. Było dużo dzieci, plac zabaw przy pałacu został rozbudowany o trampolinę – hit tegorocznego wyjazdu.

Plac zabaw w Sztynorcie

Plac zabaw w Sztynorcie

W niedzielę po południu trafiliśmy na lokalny piknik, którego atrakcjami m.in. były pokazy gaszenia i cięcia nożycami wraku samochodu przez lokalną jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej, które to z zapartym tchem podziwiały tłumy dzieciaków. Z kolei wieczorem trafiliśmy na koncert szantowy Sylwestra Karnafela, lidera zespołu Kochankowie Sally Brown, który świetnie rozkręcił imprezę. Z kolei w czwartek obyło się bez pikniku, ale wieczór w Zęzie znowu spędziliśmy pod hasłem szant, tym razem w wykonaniu Kapitana Waldka Mieczkowskiego – pokaz świetnego warsztatu artystycznego oraz klimatu żeglarskiego. Wobec tych atrakcji uznaliśmy że stosunkowo wysoka cena cumowania w Sztynorcie (70 zł / jacht) jest całkowicie kompensowana ofertą artystyczną. Być może również dzięki tej wysokiej cenie nawet pod wieczór było jeszcze sporo wolnych miejsc do cumowania.

Jedynym zauważonym przez nas minusem pobytu w Sztynorcie była „Winiarnia” – cudzysłów całkowicie uzasadniony. Opis ze strony portu brzmi tak:

Słynne w żeglarskim środowisku piwniczne wnętrze urządzono w gustownym i nieco klubowym stylu. Nastrój lokalu tworzą ceglane mury i sklepienie, przytłumione światło, elegancki bar. To idealne miejsce na degustację starannie dobranych gatunków win z różnych stron świata oraz kameralne rozmowy.

Co do wnętrza, to trudno się nie zgodzić, jednak na tym pozytywy się kończą. Nasze negatywy z odwiedzin około godziny 21:30 to:

  1. Jedyną osobą z obsługi była bardzo młoda kelnerka zajęta głównie rozmową ze swoim rówieśnikiem siedzącym pod drugiej stronie baru.
  2. Brak karty win (w Winiarni!), a na pytanie co możemy zamówić otrzymaliśmy odpowiedź że „to co widać” ze wskazaniem na kilkanaście butelek wina w odległości około 2 metrów za barem – odczytanie nawet nazw było niemal niemożliwe. Po obejrzeniu kilku butelek i otrzymaniu jedynie informacji o zawartości że są „wytrawne” (w Winiarni!) wybraliśmy w końcu jedną z nich.
  3. Białe wino (na szczęście schłodzone) nie zostało otworzone przy nas, tylko przyniesione otwarte, kelnerka nie dała nam go do spróbowania, nie przyniosła również wiaderka z lodem.
  4. 10 minut po zamówieniu sałatek – jedynego dania „nieobiadowego” z menu, które nadawało się do jedzenia do wina o tej porze (21:30…) otrzymaliśmy informacje że w kuchni nie ma sałaty i nie mogą nam go przyrządzić i czy chcemy coś w zamian.

Także zdegustowani, lekko głodni zostawiając pół butelki zupełnie przyzwoitego wina poszliśmy na szanty do Zęzy. Także potencjalnym amatorom „wyższej rozrywki” Winiarnię odradzam i polecam raczej wybrać piwo i pizzę 🙂 w Zęzie.

Zabudowania dworskie w Sztynorcie

Zabudowania dworskie w Sztynorcie

Port Sztynort

Port Sztynort


Hotel Ognisty Ptak w Ogonkach

Hotel z portem jachtowym Ognisty Ptak nad jeziorem Święcajty to absolutny hit dla żeglarzy z dziećmi:

  • olbrzymi plac zabaw na piasku, ze zjeżdżalniami, drabinkami, huśtawkami i trampoliną,
  • kąpielisko z ratownikami z wydzielonymi sekcjami dla małych i starszych dzieci,
  • nowoczesne i doskonale utrzymane sanitariaty,
  • olbrzymi pokój zabaw dla dzieci oraz kryty basen w hotelu (na wypadek niepogody),
  • restauracja hotelowa z doskonałą obsługą oraz wyśmienitym jedzeniem,
  • tawerna z „szybkim” jedzeniem w ciągu dnia.

Wyżej opisane zalety oraz nieadekwatnie niska cena za postój jachtu (15 zł za jacht + 15 zł za osobę dorosłą, w tym prysznic) sprawia, że stosunkowo mały port jest okupowany przez jachty i znalezienie tam miejsca wieczorem graniczy z cudem – jachty cumują wszędzie, do części pomostów nawet mimo zakazów. Spędziliśmy tam dwa dni i drugiego dnia jeszcze przybyło osób, także po wypłynięciu z trudem znaleźliśmy miejsce z powrotem. Rozmowa z pracownikiem utwierdziła mnie w przekonaniu, że część żeglarzy traktuje to miejsce dosłownie jako cel żeglugi z dziećmi. W weekend czarterują jachty w okolicach Giżycka, dopływają tutaj, a później zostają zacumowani w tym samym miejscu bez ruchu, podziwiając jak ich dzieci korzystają z tutejszych atrakcji. Zbierają się dopiero pod koniec tygodnia, tak żeby zdążyć zwrócić jacht w weekend. Jest to z całą pewnością wygodne i, co ciekawe, relatywnie tanie w stosunku do wynajęcia pokoi dla 8 osób załogi w samym hotelu ale w mojej opinii jakoś wypacza ideę żeglowania.

Ognisty Ptak - plac zabaw

Ognisty Ptak – plac zabaw

Ognisty Ptak - kąpielisko strzeżone

Ognisty Ptak – kąpielisko strzeżone

Jedynym minusem tego miejsca okazał się wieczorny koncert szantowy w tawernie. Sala była pełna, wszystkie stoliki zarezerwowane, miejsce świetnie urządzone, natomiast zespół który wystąpił z szantami był kompletnie bez charakteru (żeby nie użyć określenia żenujący), bardziej kojarzący się z obsługą wesel. Na początku grali powszechnie znane szanty, więc ludzie śpiewali i fajnie się bawili ale czuć było, że to nie klimat tego zespołu. Gdy pierwszą część zakończyli przyśpiewką „teraz idziemy na jednego” to wszystko było jasne :-). Później nastąpiło przeplatanie szant repertuarem bardziej „weselnym”, więc część towarzystwa – najczęściej odpowiednio już napitych „tatusiów” – świetnie się bawiła, a część po prostu wyszła.

Ognisty Ptak - tawerna

Ognisty Ptak – tawerna

Ognisty Ptak - tawerna

Ognisty Ptak – tawerna

Jezioro Święcajty

Jezioro Święcajty


Port Łabędzi Ostrów w Pięknej Górze

Port Łabędzi Ostrów koło Giżycka był miejscem, gdzie odbieraliśmy i zdawaliśmy jachty przez co byliśmy na nie niejako skazani. Jednak w przeciwieństwie do innych miejsc tego typu, które wcześniej odwiedzaliśmy (np. Piaski, Piękna Góra nad jeziorem Tajty), które były betonowymi „przeładowniami” kolejnych turnusów czarterobiorców, to port i ośrodek wypoczynkowy Łabędzi Ostrów naprawdę zrobił na nas pozytywne wrażenie. Były tam wszystkie niezbędne atrybuty wymęczonych rodziców-żeglarzy: plac zabaw, kąpielisko i restauracja blisko portu. Minusem były: duża odległość do sanitariatów i mniej kameralny charakter (w porównaniu do Ognistego Ptaka). Z kolei plusem była duża ilość dzieci mieszkających w domkach w ośrodku, dzięki czemu na placu zabaw była cała banda 5-latków. Także spokojnie mogę polecić to miejsce do spędzenia czasu z dziećmi w okolicach Giżycka.

Plac zabaw w Łabędzim Ostrowie

Plac zabaw w Łabędzim Ostrowie


Port Keja w Węgorzewie

W czasie pobytu na Wielkich Jeziorach Mazurskich Węgorzewo dla mnie jest miejscem magicznym – jest niejako końcem szlaku, miejscem gdzie się zawraca. Dodatkowo klimat płynięcia Węgorapą i kanałem oraz spokój całkowicie osłoniętej przystani w mieście, gdy na Mamrach jest „sztorm”, sprawia że chce się tam przypływać.

Węgorzewo, rzeka Węgorapa

Węgorzewo, rzeka Węgorapa

Niestety planując odwiedziny w Węgorzewie ani odwiedzając Port Keja nie byliśmy w stanie znaleźć żadnego placu zabaw, więc naszym pociechom pozostało ganianie z piłką i smutna zabawa brudnym żwirem przed tawerną ;-). Jednak po powrocie do domu i wymianie korespondencji z Portem Keja dowiedziałem się że źle szukaliśmy i należało pójść do góry w kierunku sklepiku na górce. W parku znajduje się plac zabaw dla dzieci oraz siłownia dla dorosłych a na dowód otrzymałem poniższe zdjęcie:

Plac zabaw obok portu Keja w Węgorzewie

Plac zabaw obok portu Keja w Węgorzewie

Podsumowanie

Wielkie Jeziora Mazurskie mają swój niepowtarzalny klimat, a urozmaicona linia brzegowa i małe dystanse pomiędzy portami sprawiają że można tu atrakcyjnie spędzić czas z dziećmi. Dzięki coraz lepszej ofercie marin oraz punktów gastronomicznych i relatywnie niskim cenom bez żalu wybieram to miejsce jako alternatywę do full-exclusive w Egipcie :-). I mimo że zadręczony przez niegrzeczne dzieci zarzekam się że „nigdy więcej”, to za rok pewnie też spędzę wakacje na jachcie na Mazurach.

O autorze

Marek Berkan Marek Berkan: programista, motocyklista, żeglarz, eks-wspinacz, zamiłowany turysta. Witryny: , , .

Share Button

3 myśli nt. „Mazury pod żaglami z dziećmi – edycja 2014

  1. Marek Berkan Autor wpisu

    Dodałem informacje że jednak obok Portu Keja w Węgorzewie jest plac zabaw dla dzieci – zmodyfikowałem nieco opis Węgorzewa i dodałem otrzymane zdjęcie.

    Odpowiedz
  2. elr

    Bardzo fajny wpis! Jestem właśnie na etapie układania trasy (też taki skład osobowy) i chyba się zainspirują Waszą wyprawą.
    Mam przy okazji pytanie – jak oceniasz możliwości noclegu na dziko na tej trasie? Widziałeś jakieś fajne miejscówki. Jest dużo rezerwatów na np. Kisajnie i zastanawiam się, czy będzie jakaś fajna opcja.

    Odpowiedz
    1. Marek Berkan Autor wpisu

      My w ogóle nie rozważaliśmy tej opcji, tzn. nocowania z dziećmi poza portami. Z prozaicznych przyczyn: brak (dobrych) toalet, trudność wychodzenia na ląd dla dzieci, brak (dobrych) placów zabaw. Ale z wyjazdów bez dzieci wiem, że jest tam dużo takich możliwości.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *