Norwegia na motocyklu

Wróciliśmy z kolegą z wyjazdu motocyklowego do Norwegii. Jadąc tam słyszeliśmy wiele mitów – część się potwierdziła, a inne nie bardzo (o czym niżej) ale najpierw podsumowanie wyjazdu.

Droga Strynefjell

Droga Strynefjell

Trasa wyjazdu z zaznaczonymi drogami turystycznymi

Trasa wyjazdu z zaznaczonymi drogami turystycznymi

Piątek 4.07 (448 km)

Autostradami z Warszawy do Gdyni przez zakorkowaną obwodnice Trójmiasta i zaokrętowanie się na prom.

Motocykle na promie

Motocykle na promie

Pożegnanie Gdyni

Pożegnanie Gdyni

Wieczorem podziwianie zachodu słońca i kolacja w restauracji.

Restauracja na promie

Restauracja na promie

Dzięki promocji StenaLine pt. „Szwecja na motocyklu” za rejs w tą i z powrotem z motocyklem i w kabiną dwuosobową zapłaciliśmy po 400 zł…

Sobota 5.07 (791 km)

Przelot przez Szwecję z Karlskrony aż w okolice Lillehammer w Norwegii i nocleg przy jeziorze Mjosa.

Obiad na postoju - wiele Norwegów tak robi

Obiad na postoju – wiele Norwegów tak robi

Znalezienie tego noclegu zajęło nam sporo czasu, ponieważ wszędzie przy wodzie były zabudowania i nie można się było rozbić z namiotem. W tym czasie szybko zrozumieliśmy że drogi podrzędne często są świetnymi szutrami.

Pierwsze szutry

Pierwsze szutry

Dopiero przypadkiem tuż obok miejscowości zauważyliśmy przyczepę kempingową Norwegów i okazało się że to świetne miejsce do spania.

Kemping

Kemping

Niedziela 6.07 (316 km)

Załamanie pogody, w deszczu przejechaliśmy drogę szutrową Peer Gynta, potem przy marnej pogodzie bez deszczu drogę szutrową Dach Norwegii, a następnie brnąc w chmurach i przy zerowej widoczności drogę Valdresflye obok parku narodowego Jutenheimen. Na noclegu wylądowaliśmy przy miejscowości Dovre na drodze E6.

Norwedzy uprawiają bardzo dziwne sporty - pod skocznią w Lillehammer

Norwedzy uprawiają bardzo dziwne sporty – pod skocznią w Lillehammer

Motocykliści nie płacą za większość dróg

Motocykliści nie płacą za większość dróg

Domy z trawą na dachach

Domy z trawą na dachach

Tak wyglądały nasze motocykle po jeździe szutrami w deszczu

Tak wyglądały nasze motocykle po jeździe szutrami w deszczu

Renifery spotkane w chmurach

Renifery spotkane w chmurach

Poniedziałek 7.07 (280 km)

Prognoza zapowiadała opady na popołudnie, więc z samego rana szybko wybraliśmy się w kierunku drogi Geiranger-Trollsting. Zanim tam dotarliśmy najpierw podjechaliśmy pod szczyt Trollveggen (1740 m n.p.m.) z najwyższą w Europie pionową ścianą, która stała się mekką basejumperów – skoczków otwierających spadochron w ostatnim możliwym momencie. W tym miejscu osiągnęliśmy najbardziej wysunięty na północ punkt naszej wyprawy.

Szczyt Trollryggen

Szczyt Trollryggen

Drogę Trolli udało nam się przejechać przy dobrych warunkach. Moje wrażenie co do niej są mieszane bo jednak jej 11 ciasnych zakrętów to nic w porównaniu do pojazdu na przełęcz Stelvio we Włoszech czy Szosy Transfogaraskiej w Rumunii. Co więcej wiele dróg w samej Norwegii jest fajniejszych i dłuższych niż Droga Trolli. Jednak bliskość popularnego fiordu i oraz atrakcyjne punkty widokowe dla autokarowiczów decydują o jej dużej popularności.

Droga Trolli

Droga Trolli

Prom przez fiord pomiędzy drogą Trolli a następnym fiordem Geiranger

Prom przez fiord pomiędzy drogą Trolli a następnym fiordem Geiranger

Podobnie przed samym deszczem udało nam się obejrzeć popularny fiord Geiranger. Widok wielkich statków wycieczkowych wbitych pomiędzy pionowe ściany fiordu faktycznie robi wielkie wrażenie.

Fiord Geiranger

Fiord Geiranger

Jednak później rozpadał się deszcz i zdecydowaliśmy się zanocować w domku na kempingu (zwanym w Norwegii Hytta) koło Danfoss. Te „hytki” to specyficzny wynalazek norweski: małe, urządzone skromnie lub wręczy prymitywnie ale relatywnie tanie. Ta w której spaliśmy kosztowała nas 350 koron (ok. 177 zł) za dwie osoby, miała łóżku na którym mogły się pomieścić 4 osoby, stół, krzesła, kuchenkę elektryczną i podstawowe wyposażenie kuchni. Toalety oraz prysznice były w osobnym budyneczku.

Domek na kempingu (tzw. hyttka)

Domek na kempingu (tzw. hyttka)

Domek na kempingu (tzw. hyttka)

Domek na kempingu (tzw. hyttka)

Zaopatrzenie przywiezione z Polski

Zaopatrzenie przywiezione z Polski

Domek na kempingu (tzw. hyttka)

Domek na kempingu (tzw. hyttka)

Wtorek 8.07 (396 km)

Następnego dnia, korzystając z pięknej pogody cofnęliśmy sie 80 km i przejechaliśmy piękną szutrową (częściowo) drogą Strynefjell. Moim zdaniem była to najpiękniejsza droga wyjazdu, gdzie spotkaliśmy śnieg i piękne widoki.

Droga Strynefjell

Droga Strynefjell

Następnie pojechaliśmy potem drogą Sognefjellet – prowadzącą przez najwyższą przełęcz drogową Norwegii na wysokości 1434 m n.p.m. i tuż obok najwyższego szczytu Norwegii. Sam szczyt przez słabą pogodę samego szczytu nie widzieliśmy natomiast widoki z samej drogi były niemniej imponujące, m.in. widzieliśmy ciągle czynną trasę dla narciarzy biegowych blisko lodowca.

Droga Sognefjellet

Droga Sognefjellet

Droga Sognefjellet

Droga Sognefjellet

Ostatnia tego dnia droga to Aurlandsfjellet, która prowadzi nad najdłuższym w Europie tunelem podziemnym. Nas tunel aż tak nie interesował, natomiast droga nad nim jak najbardziej.

Droga Aurlandsfjellet

Droga Aurlandsfjellet

Jako ostatnią atrakcję tego dnia zaliczyliśmy odwiedziny w miejscowości Flåm w której jest stacja początkowa najbardziej stromej linii kolejkowej w Norwegii i kiedyś w Europie. Na podróż koleją nie mieliśmy jednak czasu a sam pociąg nie wyglądał niezwykle. Miejscowość z kolei była bardzo ładna, na końcu fiordu, i oblegana przez pasażerów wycieczkowców które tam cumowały.

Najsławniejsza linia kolejowa w Norwegii

Najsławniejsza linia kolejowa w Norwegii

Nocleg znaleźliśmy w przepięknym miejscu przy górskim strumieniu kolo Osterbo. Było to miejsce jak z bajki, najlepiej widać to na zdjęciach :-).

Nocleg w górach

Nocleg w górach

Nocleg w górach

Nocleg w górach

Środa 9.07 (432 km)

Znowu przy pięknej pogodzie przejechaliśmy drogę Hardangervidda – kolejną górską drogę na której przewodnik zapowiadał spotkanie kolonii reniferów ale niestety nie mieliśmy do nic szczęścia. Częściej pod koła wchodziły nam owce…

Droga Hardangervidda

Droga Hardangervidda

Wycieczkowiec w jednej z miejscowości na końcu fiordu

Wycieczkowiec w jednej z miejscowości na końcu fiordu

Następnie przejechaliśmy jeden z 3 fragmentów drogi Hardanger, która miała zdecydowanie innych charakter od poprzednich – była to droga przy brzegu fiordu i prezentowała atrakcje rolnicze i kulturalne. Do tego fakt że było ponad 30 stopni oraz wyjątkowo dużo – jak na Norwegię – samochodów sprawił że mniej mi przypadła do gustu.

Droga Hardanger

Droga Hardanger

Ostatnią pokonaną tego dnia droga była prawie cała droga Ryfylke. Zdecydowaliśmy zanocować na jej ostatnim fragmencie tak aby następnego dnia z rana wybrać się na wycieczkę pieszą na Preistokolen.

Widok z promu na drodze Ryfylke

Widok z promu na drodze Ryfylke

Nocleg na kempingu w przyczepie

Nocleg na kempingu w przyczepie

Czwartek 10.07 (336 km)

Z samego rana podjechaliśmy do schroniska Preistokolen gdzie zostawiliśmy motocykle i motocyklowe ubrania na parkingu za 30 koron.

Szlak pieszy na Preikestolen

Szlak pieszy na Preikestolen

W godzinę i 10 minut, już na „lekko” doszliśmy na skałę o tej samej nazwie, co na polski tłumaczy się jako „ambona”. Miejsce jest niesamowite i warte tego wysiłku – pionowa skała opadająca aż do samego fiordu robi takie wrażenie że tylko śmiałkowie są w stanie spojrzeć w dół.

Preikestolen

Preikestolen

Preikestolen

Preikestolen

Następie tego dnia przejechaliśmy jeszcze drogę Jaeren robiąc sobie obiad na skalistym wybrzeżu Atlantyku. Droga nie była tak atrakcyjna „motocyklowo” ale widoki były ładne.

Droga Jaeren

Droga Jaeren

Pod wieczór Jeżdżąc wzdłuż południowego wybrzeża Norwegii długo szukaliśmy miejsca na nocleg. Przekonaliśmy się na własnej skórze że Norwegowie są mistrzami stawiania małych ślicznych domków na każdym wolnym fragmencie brzegu – zarówno stałego jaki i okolicznych wysp.

Południowe wybrzeże Norwegii

Południowe wybrzeże Norwegii

Zrezygnowani skierowaliśmy się na „oficjalny” kempingu pod Kristiansand. Jednak z zaskoczeniem zauważyliśmy przed jego wjazdem dziki kemping – było to dziwne rozwiązanie gdzie, podobnie jak inni ludzie, nie płacąc za sam kemping korzystaliśmy z jego sanitariatów, darmowego WIFI i prysznica (10 koron). Paradoks polegał między innymi na tym że był tam pełen przekrój społeczny – obok nas spali ludzie jeżdżący na rowerach, jakieś studentki, ludzie z BMW serii 5, Audi A4 (Japończycy na polskich numerach rejestracyjnych ?!?) a nawet hi-end’owy samochód elektryczny Tesla.

Kemping

Kemping

Piątek 11.07 (457 km)

Tego dnia musieliśmy dojechać aż za Oslo. Nauczeni wczorajszym doświadczeniem że drogi wzdłuż wybrzeża są zatłoczone i mniej atrakcyjne skierowaliśmy się bardziej na północ. Przypadkiem trafiliśmy na niezaplanowaną wcześniej drogę Telemarku. Prowadziła ona wspaniałą doliną w której mijaliśmy na przemian rzekę i kolejne jeziora.

Droga Telemarku

Droga Telemarku

Dalej, w okolicach jeziora Heddals-vatnet urządziliśmy sobie kąpiel i obiad. jezioro okazało się „przepływowe” więc mimo temperatury powietrza ponad 30 stopni trudno było wejść do wody. Tylko widok pluskających się dzieci przekonywał nas że nie umrzemy w wodzie z zimna.

Odjeżdżając z tego miejsca nie doceniłem sypkości żwirku którym wysypano miejsca postojowe dla kamperów i wyrżnąłem orła. Tak nieszczęśliwie że motocykl upadł już na część asfaltową i pękła mi plastikowa osłonka cylindra – potraktowałem to jako znak że w końcu trzeba kupić gmole…

Uszkodzenie po wywrotce parkingowej

Uszkodzenie po wywrotce parkingowej

W Drammen zwiedziliśmy jeszcze najdziwniejszy obiekt „górniczy” jaki spotkałem w życiu – spiralny tunel wydrążony wewnątrz góry którym wykonując 6 okrążeń wjeżdża się na szczyt tejże góry gdzie jest… punkt widokowy. Magia.

Spiralny tunel w Drammen

Spiralny tunel w Drammen

Na nocleg zatrzymaliśmy się u rodziny kolegi Fredrik-stad gdzie mieliśmy przyjemność porozmawiać o realiach życia Polaków w Norwegii.

Sobota 12.07 (562 km)

Z rana w Fredrik-stad podziwialiśmy żaglowce cumujące tu w rmach akcji Tall Ship Race 2014.

Następnie przez Szwecję wróciliśmy do Karlskrony. Ostatnie 50 km oraz godzinne oczekiwanie w miejscu na wjazd na prom towarzyszył nam deszcz – niezbyt to miłe pożegnanie ale po towarzyszącej nam przez ostatnie dni fali upałów przypomniało nam że byliśmy w Skandynawii a nie nad Morzem Śródziemnym ;-).

Niedziela 13.07 (381 km)

Powrót z Gdyni do Warszawy krajową drogą 7, masaż pleców za 30 zł, pranie, mycie odzieży i butów motocyklowych, kufrów, worka na namiot, tankbaga, a w poniedziałek mycie motocykla.


Przez 10 dni, od piątku 4.07 do niedzieli 13.07, przejechaliśmy 4398 kilometrów (z tego 3569 w Skandynawii) zwiedzając wszystkie najważniejsze atrakcje krajobrazowe południowej Norwegii. Ja na cały wyjazd wydałem 2802,98 zł, w tym:

  • paliwo do motocykla: 1629,33 zł (37,04 zł/100 km),
  • promy (Stenaline i lokalne): 493,96 zł,
  • noclegi: 189 zł,
  • inne (jedzenie i picie na promie, masaż, zakupy spożywcze, płatne drogi): 490,69 zł.

A teraz fakty i mity:

Norwegia jest piękna – to prawda, połączenie ośnieżonych gór, stromych fiordów, duża ilość lasów, mało ludzi i nieskażona przyroda sprawia że widoki są tam przepiękne – lepsze niż w Alpach.

Norwegia jest droga – to prawda, 75 koron (ok. 37 zł) za zwykłego hot-doga na stacji benzynowej, 30 koron za duży chleb czy puszkę piwa 0,5l to spory wydatki. Podobnie noclegi: kemping w namiocie czy domku (hytce). Jednak wiele osób tego unika stawiając kampery czy śpiąc w samochodach gdzie popadnie – jest na to społeczne przyzwolenie. Benzyna, mimo że dla nas 8 zł to drogo, to dla Norwegów bardzo tanio – widać to szczególnie po ich zamiłowaniu do amerykańskich samochodów z wielkimi silnikami. Jednak mimo że paliwo jest drogie, to przez drakońskie ograniczenia prędkości (80 km/h poza terenem zabudowanym) i praktycznym braku autostrad, to cena za przejechany kilometr wychodzi niewielka. Żartowaliśmy z kolegą że Norwegia powinna się reklamować jako jedyne miejsce na świecie gdzie pojazdy spalają tyle paliwa co deklarują producenci. Dodatkową korzyścią dla nas był fakt że motocykle są zwolnione z opłaty autopass, czyli nie płacą za drogi płatne i tunele (z drobnymi wyjątkami). Także płaciliśmy prawie wyłącznie za promy które kosztują zryczałtowaną stawkę 47 koron.

W Norwegii można nocować „na dziko” – to prawda ale – mimo że formalnie jest to możliwe i społecznie akceptowane, to w praktyce znalezienie takiego miejsca, szczególnie nad wodą, jest bardzo trudne lub w niektórych regionach niemożliwe. Wynika to z kilku czynników: po pierwsze ukształtowanie terenu: na skale czy w lesie czy na pochyleniu ciężko rozbić namiot, a takie warunki dominują w Norwegii. Po drugie Norwedzy są mistrzami świata w zabudowie linii brzegowej – w południowej części kraju ich domy, domki i domeczki stoją wszędzie gdzie da się dojechać.

Norwegia ma świetne drogi – większość dróg jest nowa albo prawie nowa. Jest bardzo dużo nowych tuneli oraz mostów, m.in. takie perełki jak 24 kilometrowy tunel pod z miejscami do odpoczynku, tunel pod fiordem koło Oslo czy most do którego prowadzi tunel z podziemnym rondem. A szczytem „rozrzutności” w inżynierii budowlanej jest spiralny tunel w Drammen który z wysokości 50 m n.p.m. prowadzi sześcioma obrotami na wysokość 200 m, gdzie znajduje się… punkt widokowy.

Ponadto mnie w Norwegii urzekło:
– architektura – prosta i elegancka,
– porządek i czystość,
– zamiłowanie Norwegów do sportu i turystyki,
– nieobnoszenie się Norwegów z bogactwem,
– bardzo długi dzień i jasne noce – słońce mimo że zachodzi za horyzont to pozostawia poświatę.

Podsumowując wyjazd: pełen sukces. W przyszłym roku postaram się wybrać dalej, na Nordkapp.

Wypełnij poniższy formularz aby pobrać ścieżkę GPS (do użytku osobistego), link do pobrania zostanie wysłany na podany przez Ciebie e-mail:



O autorze

Marek Berkan Marek Berkan: programista, motocyklista, żeglarz, eks-wspinacz, zamiłowany turysta. Witryny: , , .

Share Button

10 myśli nt. „Norwegia na motocyklu

  1. Njetoperz

    Wspaniała wyprawa. Norwegia z perspektywy motocykla to coś więcej niż siedzenie wygodne na fotelu pasażera. Właśnie wróciłem z Norwegii i również jestem pod ogromnym wrażeniem. Bylem w Sztokholmie, trondheim i alesund. Wspaniałe krajobrazy. No i droga Atlantycka. Najładniejsze miejsce w Europie. Tylko pozazdrościć takiej wyprawy. Pozdrawiam ;D

    Odpowiedz
  2. Floydoo

    Wycieczka spoko, ale ciezko sie czyta nazwy obcojezyczne w Twojej pisowni, praktycznie wszystkie blednie napisane, np Stilvio (poprawnie Stelvio) czy Preikesolen (poprawnie Preikestolen) i wiele innych.

    Natomiast spirala w Drammen ma 2,5 obrotu, a to stanowczo mniej niz kilkanascie.

    Pozdrawiam Floydoo

    Odpowiedz
    1. Andrzej

      Jeśli już poprawiasz to poprawiaj dokładnie. Spiralen w Drammen ma sześć obrotów (choć jak się jedzie to wydaje się więcej).

      Odpowiedz
        1. Andrzej

          Miałem na myśli to, że Floydo poprawia Ciebie ale niedokładnie. Gratuluję świetnej relacji z wyprawy. Jesteśmy właśnie z żoną w Norwegii motocyklami i korzystamy z Twojego opisu. Pozdrowienia znad Geiranger !

          Odpowiedz
  3. Greg

    Super opis, a może kiedyś wyjazd w alpy? Np Szwajcaria. Też jest pięknie i pewnie ciekawie byś o tym opowiedział. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  4. Jakub

    Witam
    Wszystko super mi się podoba.
    chciałbym skorzystać z twojej drogi / mapy
    możesz mi taką przesłać ?
    w jakiejś formie edytowalnej ?
    żebym mógł zobaczyć nazwy dróg i miejscowości ?

    JR

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *