Sun Festival 2013

Zachęceni pozytywnymi doświadczeniami z zeszłorocznego festiwalu O.Z.O.R.A. wybraliśmy się w tym roku na Sun Festival, podobną imprezę dla miłośników muzyki trance, również organizowaną na Węgrzech.

Główna scena przed samym rozpoczęciem

Główna scena przed samym rozpoczęciem

Tym razem pojechaliśmy większą ekipą, na cały festiwal (od wtorku do niedzieli) i znacznie lepiej przygotowani organizacyjnie, bo zamiast namiotów wybraliśmy kampery, co samo jest tematem na osobny wpis…

Tego typu festiwale dla dorosłych i zupełnie postronnych osób mogą być nieco chorym pomysłem: kilka dni pod namiotem, w ciągłym hałasie bardzo głośnej muzyki elektronicznej, bez przyzwoitych sanitariatów (wiecznie brudne toi-toi’e, prysznice tylko z zimną wodą, kolejki za zwykłą wodą). Ponadto ludzie tam przyjeżdżający w większości mają bardzo charakterystyczny sposób ubioru i zachowania, przypominający bardziej klimaty plemienne krajów rozwijających się niż obywateli Europy. Dominują niestandardowe fryzury, tatuaże, poszarpany i skąpy ubiór, skórzane dodatki. Większość gości jest bardzo starannie przygotowanych i świetnie wyglądają, również atmosfera jest bardzo przyjacielska, niemal rodzinna. Nie ma żadnych aktów przemocy ani niechęci, wszyscy się do siebie uśmiechają i pomagają przy każdej nadarzającej się okazji – w naszym kraju rzecz dla mnie niespotykana…

Przygotowania głównej sceny we wtorek, przed rozpoczęciem festiwalu

Przygotowania głównej sceny we wtorek, przed rozpoczęciem festiwalu

Nasze obozowisko, jeszcze zanim miejsce wokół całkiem się zapełniło

Nasze obozowisko, jeszcze zanim miejsce wokół całkiem się zapełniło

Aby stać się pełnoprawnym członkiem plemienia trzeba zapatrzyć się w stosowny ubiór i akcesoria. Festiwalom towarzyszą osoby i firmy oferujące bardzo bogaty asortyment. Z jednej strony są spore firmy w profesjonalnymi stoiskami sprzedażowymi oferujące produkty bardzo niezwykłe ale seryjne, możliwe do nabycia również przez Internet.

Część handlowa w dzień

Część handlowa w dzień

Część handlowa wieczorem

Część handlowa wieczorem

Jednak z drugiej strony, dostępna jest bardzo bogata oferta unikalnych produktów wytwarzanych ręcznie, o unikalnym wzorze i w zupełnie przystępnych cenach.

Wszechobecne stragany z rękodziełem

Wszechobecne stragany z rękodziełem

Ofercie handlowej towarzyszy bardzo bogata oferta gastronomiczna. Począwszy od czegoś w rodzaju „cateringu” z lokalną kuchnią węgierską, poprzez klasycznego kebaba, kuchnię tajską, pizze, makarony, wegańskie, itp. i skończywszy na wyśmienitych naleśnikach z różnymi nadzieniami, z których najbardziej upodobaliśmy sobie szpinak i fetę. Nauczeni zeszłorocznym doświadczeniem, nie zabraliśmy z domu niemal nic do jedzenia, bo przyjemność próbowania najróżniejszych potraw jest atrakcją samą w sobie. I to wszystko w bardzo przystępnych cenach, bo jedno danie kosztowało średnio 5-6 EURO.

Jeden z punktów gastronomicznych - świetne naleśniki

Jeden z punktów gastronomicznych – świetne naleśniki

Festiwal odbywa się w lekko górzystym ternie północnych Węgier, nieco przypominający nasze Bieszczady. Miejsce jest oddalone o jakieś 10-15 km od najbliższych miejscowości, przez co wydaje się być niedokuczliwy dla miejscowych. Jednak dotarcie tam bez samochodu to duże wyzwanie, szczególnie przy panujących upałach.

Widok na scenę TOTEM

Widok na scenę TOTEM

Najsłabszym punktem organizacyjnym była woda pitna, która była rozwożona ciężarówkami w dużych zbiornikach w wyznaczone punkty. Punkty były dosyć odległe do obozowisk, a zdarzało się że były one przez cały dzień nieuzupełniane, więc po wodę trzeba było chodzić jeszcze dalej. Noszenie 10, 15 czy 20-litrowego zbiornika na ponad 30-stopniowym upale nie należy do przyjemności…

Walka o wodę

Walka o wodę

Program artystyczny był dobry. Nie jestem specjalistą od muzyki i kieruje się wyłącznie subiektywną oceną ale przez większość czasu na głównej scenie zabawa była świetna. Wyjątkiem była czwartkowa noc, gdy podtyp muzyki „dark” był już tak ciężki że nawet dla mnie był już nie do wytrzymania. Niemniej jednak na scenie bawiły się jeszcze niedobitki najtwardszych zawodników – wyglądało to jak krajobraz po bitwie…

Rewelacyjną odskocznią była scena „chillout”, która chilloutem była tylko z nazwy – muzyka na niej była niewiele cichsza niż na scenie głównej. Zgadywaliśmy że to przez stosunkowo bliskie położenie i konieczność zagłuszania obcych dźwięków. Niemniej jednak chillout-owanie się przy tak głośnych i tanecznych dźwiękach było niełatwe, chociaż zalegało tam wiele osób. Funkcję chilloutu naszym zdaniem stanowił raczej obiekt pt. „Kalejdoskop” gdzie faktycznie muzyka była kontemplacyjna.

Główna scena w dniu otwarcia

Główna scena w dniu otwarcia

Scena chillout-owa

Scena chillout-owa

Scena główna w nocy

Scena główna w nocy

Kalejdoskop - miejsce kontemplacji

Kalejdoskop – miejsce kontemplacji

Jedna z małych knajpek

Jedna z małych knajpek

Scena chillou w nocy

Scena chillout-u w nocy

Reasumując: bardzo fajna muzyka, ciekawi i bardzo „ładni” ludzie, międzynarodowa atmosfera, fajne miejsce, świetne jedzenie. Minusy to: słaby dostęp do wody i umiejscowienie kempingu dla samochodów i kamperów dokładnie naprzeciwko głośników głównej sceny, przez co, chcąc – nie chcąc, trzeba było przez 20h na dobę słuchać bardzo głośnej muzyki. Do tego jeszcze upał sięgający 40 stopni na słońcu i wszechobecny kurz, ale na to już organizatorzy nie mogli mieć wpływu…

Dla mnie ciekawym doświadczeniem było docenianie każdej kropli wody pod prysznicem, gdy wcześniej musiałem ciężki zbiornik przytargać kilkaset metrów na tym upale. W dobie „miejskich” luksusów całkowicie się zapomina jak ważna jest bieżąca woda :-).

O autorze

Marek Berkan Marek Berkan: programista, motocyklista, żeglarz, eks-wspinacz, zamiłowany turysta. Witryny: , , .

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *