Mazury pod żaglami z dziećmi

Mijający tydzień spędziliśmy całą czteroosobową rodziną na jachcie na Wielkich Jeziorach Mazurskich. Wydarzenie było sporym wyzwaniem, a rozsądek i znajomi podpowiadali że to niemądry pomysł żeby jechać z dwójką małych dzieci. Jednak doświadczalnie dowiedliśmy że pomysł był super i pokrótce postaram się opisać dlaczego.

Rodzinne żeglowanie

Rodzinne żeglowanie

Przygotowania

Planując wcześniej trasę rejsu odrzuciliśmy opcję nocowania „na dziko” i szukaliśmy marin przyjaznych dzieciom. Oparliśmy się na własnej znajomości marin, opinii znajomych, informacjach na witrynie porty24.pl oraz konsultacjach z autorami tamtej witryny.

Oprócz standardowych rzeczy zabieranych na każdy wyjazd z dziećmi (czyli ubrania i zabawki), byliśmy wyposażeni w:

  • piękne pomarańczowe kamizelki ratunkowe, do których dzieci w domu przyzwyczajały się już od miesiąca,
  • linki z karabinkami do zabezpieczenia dzieci w kokpicie w czasie żeglowania,
  • pianki do kąpieli,
  • lodówkę samochodową która umożliwiła nam zabranie własnego jedzenia na 3 obiady (na wypadek gdyby jedzenie „marinowe” dzieciom nie smakowało),
  • elektroniczna niańka umożliwiająca zdalną opiekę nad śpiącymi wieczorem dziećmi.
Bagaże 4 osób przed zaokrętowaniem

Bagaże 4 osób przed zaokrętowaniem

Jacht Phila 880 wybraliśmy przede wszystkim ze względu na 3 „kabiny”, co pozwoliło nam usypiać każde z dzieci osobno, oraz ze względu na dużą wielkość dającą wrażenie bezpieczeństwa żeglugi. Dodatkowym atutem był telewizorek z DVD na którym mieliśmy oglądać bajki w przypadku niepogody, ale pogoda była piękna a z obsługą urządzenia mieliśmy problemy i koniec końców nic na nim nie obejrzeliśmy… Wygoda, bezpieczeństwo i rewelacyjne warunki nautyczne potwierdziły się. Jednak po zakończeniu rejsu moja opinia jest taka że jacht był zbyt duży do manewrowania tak małą załogą.

Wnętrze jachtu

Wnętrze jachtu

Ze względu na obecność małych dzieci założenie taktyczne było takie że mamy żeglować niewiele.

Rejs

Jacht Phila 880 czarterowaliśmy w sobotę w firmie Jazczarter w Pięknej Górze koło Giżycka. Początkowo właściciel był zaskoczony tak małą ilością osób dorosłych na stosunkowo dużym jachcie ale przekonaliśmy go że mamy doświadczenie w pływaniu z dziećmi (2+1 trzy lata temu na Phobosie 24 i 3+2 rok temu na Phobosie 29) oraz w pływaniu na Phili 880 z poprzedniego weekendu.

Pierwszego dnia po rozpakowaniu się przepłynęliśmy tylko do Ekomariny w Giżycku. Następnego dnia wiało tak bardzo (tzn. do 4B) że większą część dnia spędziliśmy na plaży i na lokalnym pikniku, wypłynęliśmy tylko na Niegocin i wróciliśmy spać w to samo miejsce.

Zabawy w Giżyckim parku

Zabawy w Giżyckim parku

Załoga

Załoga

Ścieżka z pierwszego dnia (niedziela) - jezioro Niegocin

Ścieżka z pierwszego dnia (niedziela) – jezioro Niegocin

W poniedziałek, również po południu i również przy silnym (2-3B) wietrze, przepłynęliśmy Niegocin i jezioro Boczne w poszukiwaniu wcześniej ustalonego portu Mazuria. Jednak przepływając pomiędzy jeziorem Niegocin i Bocznym spostrzegliśmy duży i pusty pomost z napisem Marina Lester Club, a gdy dopłynęliśmy do Mazurii to okazało się że tam są ciasne i zatłoczone pomosty. Mając na względzie silny dopychający wiatr i małą obsadę znaleźliśmy w necie telefon do mijanego wcześniej Lester Clubu, zadzwoniliśmy tam i potwierdziliśmy że można cumować. Ponadto, na naszą prośbę o pomoc przy cumowaniu, przyszedł sam właściciel tamtejszej restauracji i pomógł nam bezpiecznie zaparkować… Miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę: oprócz atrakcji dla dzieci była tam rewelacyjna restauracja, a jako że byliśmy jednymi z niewielu klientów, to zapewniono nam świetną i indywidualną obsługę.

Marina Lester Club - imponujący pomost

Marina Lester Club – imponujący pomost

Marina Lester po zachodzie słońca

Marina Lester po zachodzie słońca

Ścieżka z drugiego dnia (poniedziałek) - jezioro Niegocin

Ścieżka z drugiego dnia (poniedziałek) – jezioro Niegocin

We wtorek, po wybawieniu dzieci na lokalnej plaży i wyśmienitym obiedzie w restauracji popłynęliśmy do portu Tajty koło Giżycka nad jeziorem o tej samej nazwie. Port jest mały a koło niego jest hotel o tej samej nazwie, więc liczyliśmy na jego infrastrukturę dla dzieci. I w sumie nie możemy narzekać, było fajnie, jednak atmosfera tam panująca jest bardziej zorientowana na gości hotelowych niż żeglarzy z portu.

Widok z hotelu Tajty na jezioro o tej samej nazwie

Widok z hotelu Tajty na jezioro o tej samej nazwie

Zabawy na plaży

Zabawy na plaży

Ścieżka z trzeciego dnia (wtorek) - jezioro Niegocin i Tajty

Ścieżka z trzeciego dnia (wtorek) – jezioro Niegocin i Tajty

W środę po południu popłynęliśmy przez Kisajno do portu Tiga Yacht w Sztynortcie. Żeglowało nam się tak dobrze że zrobiliśmy jeszcze pętelkę po Darginie. Niegdyś kultowy port w Sztynorcie okazał się w mojej opinii porażką. Pomosty „ciche” (tzn. dla rodzin z dziećmi) dla nie-rezydentów są najdalej wysunięte na zachód, przez co niemożliwe jest korzystanie z głównych sanitariatów. Pozostaje korzystanie z sanitariatów „kontenerowych” ale ich jakość okazała się żenująca: tymczasowe, rozwalające się, bez ciepłej wody – z dziećmi strach wchodzić. Skrzynki z prądem, zamiast na pomostach, były na brzegu, więc standardowe przedłużacze nie wystarczyły, wypożyczenie dodatkowych wymagało kaucji i długich spacerów. O tankowaniu wody do łódki też nie było mowy.

Jak już udało nam się znieść te niedogodności i po uśpieniu dzieci poszliśmy na szanty do „Zęzy” to okazało się że jest ona zamknięta na imprezę firmową, podobnie jak restauracja przez większość dnia. Żądni rozrywki i nieźle już zaprawieni żeglarze zapewnili sobie nagłośnienie z jednego z jachtów, jednak repertuar szantowy szybko zamienił się na niewyszukaną muzykę popularną z „Ona tańczy dla mnie” na czele. Całość okazała się tak żenująca, że po prostu uciekliśmy na swój jacht, na szczęście z daleka od wspomnianej muzyki.

Port w Sztynorcie - już bez klimatu

Port w Sztynorcie – już bez klimatu

Plac zabaw w Sztynorcie

Plac zabaw w Sztynorcie

Ścieżka z czwartego dnia (środa) - jezioro Kisajno i Dargin

Ścieżka z czwartego dnia (środa) – jezioro Kisajno i Dargin

W czwartek po przedpołudniowych zabawach na sztynorckim placu zabaw wyruszyliśmy z powrotem na południe w kierunku Giżycka, naprzeciw dosyć mocnego (2-3B) południowego wiatru. W połowie Kisajna musieliśmy się zarefować, ale tak nam się świetnie halsowało, że postanowiliśmy płynąć dalej przez Niegocin, z powrotem do Mariny Lester, odwiedzonej wcześniej.

Oryginalne stare amerykańskie zabawki H&D

Oryginalne stare amerykańskie zabawki H&D

Ścieżka z piątego dnia (czwartek) - jezioro Kisajno i Niegocin

Ścieżka z piątego dnia (czwartek) – jezioro Kisajno i Niegocin

W piątek, znowu po południu, pożeglowaliśmy na samym foku w kierunku Giżycka, z zamiarem nocowania w porcie z którego czarterowaliśmy jacht. Z prognozy wynikało że wieczorem ma padać ale początkowo nic tego nie zapowiadało. Skorzystaliśmy z okazji i pokręciliśmy się jeszcze przed samym Giżyckiem. Po tym jak złożyliśmy maszt i wpłynęliśmy na Tajty, niebo zrobiło się granatowe a 20 minut po tym jak zacumowaliśmy zaczął padać deszcz – pierwszy w czasie naszego rejsu :-).

Ścieżka z szóstego dnia (piątek) - jezioro Niegocin

Ścieżka z szóstego dnia (piątek) – jezioro Niegocin

Trudności i wyzwania

  • Mała przestrzeń życiowa na jachcie to większe zagrożenie konfliktami.
  • Dłuższe żeglowanie nie jest ciekawe dla małych dzieci, trzeba im zapewniać alternatywne rozrywki.
  • Przebywanie na jachcie oznacza niebezpieczeństwo wpadnięcia dziecka do wody, zarówno w czasie żeglowania, manewrów portowych ale także chodzenia po pomostach i brzegu.

Wskazówki i sugestie

  • Najtrudniejsze są pierwsze 1-2 dni, kiedy dzieci oraz rodzice adaptują się do nowych warunków, małej przestrzeni życiowej, nowych procedur. W kolejnych dniach wszyscy się przyzwyczajają i jest już dużo łatwiej.
  • Nie należy nastawiać się na wiele żeglowania, tak jak za czasów studenckich od 10:00 do 19:00. Dzieci powinny się wybawić na placu zabaw lub plaży a najlepiej wypływać jak chociaż jedno z nich idzie spać.
  • Trzeba przyzwyczaić dzieci do zasady że jak wychodzą z wnętrza łódki do kokpitu albo na pomost to muszą mieć kamizelki ratunkowe.
  • W czasie żeglowania przy większych przechyłach oraz przy manewrach gdy rodzice są zajęci, dzieci powinny być dodatkowo przypięte linką.
  • Małą załogą manewr kładzenia/stawiania masztu najwygodniej robić po wpłynięciu delikatnie z podniesionymi mieczem w trzciny i jego opuszczeniu. Po zakończeniu manewru podnosi się miecz i bez problemu wypływa (tip od czarterującego).

Dlaczego warto?

  • Żeglowanie jachtem i związane z nim procedury (wypływanie i wpływanie do portów, kładzenie masztu, pływanie kanałami, zwroty) to ciekawe rzeczy dla czterolatka.
  • Wnętrze jachtu z ciasnymi kabinami to atrakcyjne miejsca dla dzieci które aranżują swoją nową przestrzeń życiową.
  • Przebywanie na jachcie lub w porcie oznacza kontakt z wodą, zabawy na plaży, pływanie, itp.
  • Mała przestrzeń jachtu to sposób żeby trochę lepiej zaprzyjaźnić się z dziećmi.
  • Spora przestrzeń jachtu pozwala na wygodne przewożenie dużej ilości bagażu i zabawek (w przeciwieństwie do namiotu i np. kajaka).

Szczegółowy opis bazy noclegowej z perspektywy wypoczynku z dziećmi będzie w kolejnym poście…

O autorze

Marek Berkan Marek Berkan: programista, motocyklista, żeglarz, eks-wspinacz, zamiłowany turysta. Witryny: , , .

Share Button

11 myśli nt. „Mazury pod żaglami z dziećmi

  1. Pingback: Mazurskie mariny i dzieci | Marek Berkan

  2. Grzegorz Mryczko

    Tak mi przykro z tym Sztynortem bo ja wybawiłem sie tam swietnie. Widziałem tez mnóstwo ludzi z dzieciakami w takim wieku jak wasze, cumujących tuż przy pierwszych kejach, blisko sanitariatów i całej reszty… no, ale coż, mi przedstawiono ten port jako typowo na imprezę. I rzeczywiscie – trafiłem na te słynne szanty w Zęzie – z reszta ponoc są codziennie – wiec mieliscie wyjatkowego pecha… Wało jak cholera, wiekszość nie mogła utrzymac na nogach wiec w przyszłosci raczej nie pchałbym się tam z dzieciakami. Fakt, cena za cumowanie porażająca, ale z kolei sanitariaty i całą infrastrukturę oceniam raczej pozytywnie. Przynajmniej w porownaniu do dzikości, ktorą staralismy sie miec na codzień 😉

    Odpowiedz
  3. Pingback: Mazurskie szutry 2014 | Marek Berkan

  4. Pingback: Mazury pod żaglami z dziećmi – edycja 2014 | Marek Berkan

  5. Pingback: Mazury pod żaglami z dziećmi – edycja 2014 | Marek Berkan Aktywnie (PL)

  6. Pingback: Mazurskie mariny i dzieci | Marek Berkan Aktywnie (PL)

  7. Karol

    Cześć

    Wybieramy się w tym roku pod koniec lipca pierwszy raz z dzieciakami (2,5 i 4,5 roku) na żagle na Mazury. Wasze obserwacje i wskazówki są dla nas bardzo cenne wiec dzięki, że opisujecie swoje doświadczenia. Dzięki temu możemy lepiej się przygotować. Nasz rejs będzie o tyle inny, że razem z nami płyną jeszcze nasi kuzyni i w sumie będzie nas 7 osób dorosłych i 2 dzieci. Aby nie było za łatwo to 3 z moich kuzynów mówi tylko i wyłącznie po angielsku 🙂 Ze względu na dużą załogę myślimy nad łódkę Maxus 33. Co o niej myślicie? Jaki jacht byście polecili dla takiej dużej ekipy? Poza mną doświadczony jest w zasadzie tylko jeden z moich kuzynów (na szczęście ten co mówi po polsku) oraz nasze małżonki, które dużo pływały ale zazwyczaj jako „balast” 🙂

    Jeszcze raz dzięki za wasze wskazówki.
    Pozdrawiam
    Karol

    Odpowiedz
    1. Marek Berkan Autor wpisu

      Cześć,

      To że z dziećmi będzie więcej dorosłych, to świetnie, bo będą „ręce do pracy” nawet w sytuacji gdy ktoś musi się zająć dziećmi. Jeżeli chodzi o łódkę Maxus 33, to przypadkiem na niej pływałem, choć nie z dziećmi, ale śmiało ją mogę polecić. Jest duża, wygodna i bezpieczna. Musicie tylko wziąć pod uwagę jej wielkość przy wchodzeniu i wychodzeniu do/z mniejszych marin, szczególnie przy mocnym wietrze, bo bezwładność i wysoka burta powodują że mimo steru strumieniowego i obracanego silnika w studzience, manewry mogą być trudne.

      Przy tak dużej ekipie potrzebujecie tak dużej łódki, a w szczególności zamykanych kajut, tak aby dzieci mogły spokojnie zasnąć jak dorośli będą się jeszcze kręcić, więc przy wyborze innej łódki, to stawiałbym jako kryterium decydujące.

      Ostatnia rada, to upewnijcie się w firmie czarterowej czy będzie miała kapoki dla maluchów, jeżeli nie, to kupcie własne, np. w Decathlonie. I od razu przyzwyczajcie dzieci że na pomoście oraz na pokładzie łódki ich noszenie jest obowiązkowe.

      A poza tym życzę dobrego humoru i pozytywnego nastawienia, wtedy na pewno wszystko się uda :-).
      Marek.

      Odpowiedz
  8. Albin

    Żagle + dzieci to nie lada wyzwanie, dlatego tez jestem pod wielkim wrażeniem tego podejścia. Ważne jest przede wszystkim zadbanie o bezpieczeństwo poprzez zakup odpowiednich elementów asekuracyjnych jak kamizelki czy innych. Nie wiem czy bym się na to zdecydował.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *